Zapomniane Obozy
 
Jacek Kisielewski
Urodził się 26 listopada 1934 w Bielsku. Ociec był kasjerem, fotografem, społecznikiem, a w okresie 1941-1942 organizatorem siatki ZWZ na Śląsku Cieszyńskim. Ze względu na działalność konspiracyjną ojca, 22 lipca 1942 rodzina pana Kisielewskiego została aresztowana i osadzona w Polenlagrze w Siemianowicach Śląskich. Jako ośmioletni chłopiec, pan Kisielewski był zmuszony do prac rolnych i do pomocy przy wydobyciu kamienia. W styczniu 1943 jego ojciec i ciotka Janina Wesołowska (szef Służb Sanitarnych ZWZ na Śląsku Cieszyńskim) zostali rozstrzelani w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Dzięki pomocy finansowej rodziny, pan Jacek Kisielewski wraz z matką i rodzeństwem został wiosną 1943 zwolniony z obozu. Latem 1943 zamieszkał w Drohobyczu, gdzie był świadkiem publicznych egzekucji i masowych mordów ludności żydowskiej. W czerwcu 1945 w ramach akcji repatriacyjnej powrócił z rodziną do Bielska. Mieszkał w internacie w Leśnicy Opolskiej oraz w domu dziecka w Jaworzu. W latach 1952-1956 studiował na Wydziale Mechanicznym Politechniki Krakowskiej, a w okresie 1973 - 1977 na Wydziale Górniczym Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Od 1956 roku zatrudniony był kolejno w Zakładach Koksowniczych w Wałbrzychu, w KWK "Dymitrow" w Bytomiu, ZKW "Jan" w Katowicach, KWK "Wieczorek". Przez 40 lat wykładał na kursach podnoszących kwalifikacje pracownicze. Otrzymał wiele odznaczeń za osiągnięcia w dziedzinie górnictwa. Mieszka w Katowicach.
 
Choroby - śmierć w obozie
Mniej więcej w każdym tygodniu był w obozie pogrzeb i już doszło do takiej tradycji, że z którejś parafii wzywano księdza, a jakiś pan, być może zakrystian czy kościelny, przynosił krzyż. Takich chłopców jak ja, dwóch albo czasami czterech chłopców, ubierano w komże i szliśmy za tym księdzem. A własna stolarnia wykonywała zwykle taką z sześciu desek, prostą trumnę i w niej wyprowadzało się zwłoki. Chociaż z drugiej strony muszę przyznać, że Niemcy kierowali niektórych chorych do tak zwanych lazaretów i prowizorycznych szpitali, gdzie coś ich tam leczono.
Żywność w obozie, głód
Mama szczególnie narzekała na brak mleka dla najmłodszej córy, czyli naszej najmłodszej siostrzyczki, bo tego mleka nigdy nie dostawały. Mleko dostawali żołnierze Wehrmachtu. Ono było gotowane, więc czasami w kuchni udało się podwędzić trochę mleka, ale znowu nie było go gdzie trzymać. Nie wiem jak mama sobie radziła. Narzekała zawsze na to, że najmłodsze dziecko było niedokarmione. Czy mama też straciła swój pokarm? Nie wiem, ale jak nas aresztowano to siostrzyczka miała cztery i pół miesiąca, a była karmiona z piersi. Inne dzieci, takie jak ja, myśmy dostawali zupę na obiad. Zupa powstawała na bazie często, gęsto nie ziemniaków, tylko oskrobin [!], bo właściwe ziemniaki z jakimś tam jedzeniem dostawała cała służba wartownicza. Inne pożywienie trafiało do magazynów obozowych i często szło dla psów! One były ważniejsze niż ludzie!
 
Dom Spotkan z Historią Ośrodek Karta Ośrodek Karta EACEA